Słońce grzeje, ale mi to nie przeszkadza. (Co prawda, podobno dziś ostatni dzień
pięknej pogody – od jutra ochłodzenie). Uwielbiam lato, plażę, promienie
słoneczne. Jemy truskawki prosto z krzaka, niektórych plonów nie
nadążamy jeść. Uwielbiam swój warzywniak, chodzę tam minimum dwa razy
dziennie i wiecie co? Za każdym razem widzę tam zmiany. Nie przeszkadza mi to,
że pochłania on mój czas i pracę, ja po prostu uwielbiam iść i
zerwać świeży szczypiorek do jajecznicy czy koperek do ziemniaków.
Uwielbiam patrzeć, jak kolejne truskawki rumienią się w słońcu, a krzak pomidora
ugina się pod czerwonymi kulami. Chciałam w tym roku również bardzo,
ale to bardzo "wyprodukować" moje pierwsze konfitury różane. Niestety
kicha - przegapiłam kwitnienie dzikiej róży i z konfitury nici. Jednak teraz
zabieram się za agrest. Sezon na niego właśnie się rozpoczyna. Bardzo lubię
smak agrestu, jego kolor, kształt - po prostu fajny z niego owoc. Nigdy
wcześniej, nie robiłam żadnych dżemów z agrestu, moja mama również, ale czas to
zmienić tak więc postanowiłam wyprodukować konfiturę agrestową z imbirem. Zanim
jednak za nią się zabiorę, upiekłam szybkie ciasto z bezą i agrestem na
wieczorny podwieczorek przy kawce.
Czereśni, niestety tylko taka ilość, resztę pożarły szpaki.
I to co mamy na wprost naszego domu.
Do zobaczenia
Ania