Wiosna - wyczekiwana, wytęskniona.
Za oknem zima - pada śnieg, płatki leniwie wirują na
wietrze. Jednak...
u mnie w
sercu zdecydowanie zapanowała już wiosna. W domu panują wiosenne kwiaty,
z wazonu uśmiechają się żółciutkie żonkile. Wyciągnęłam już nawet
moje fioletowe kalosze, a w koszyku czekają nasiona na pierwsze sianie, a
to już całkiem niedługo - bo zaczynam wysiew w połowie lutego. Mam również w
planie obsadzenie donic cebulkami, które zostały z jesiennego sadzenia.
Przy okazji chciałam Wam się pożalić - wczoraj miałam
okazję być w naszych, polskich urzędach i wiecie co, jestem przerażona. Zawsze
zdawałam sobie sprawę jak u nas jest, ale do póki człowiek nie chodzi i czegoś
sam nie załatwia to jakoś tak, puszcza to mimo uszu. Jednak wczoraj się
przeraziłam. Rutyną w naszych urzędach jest: zazwyczaj kobieta, oczywiście mało
kontaktowa i mało sympatyczna, widząca nie nas - ludzi, obywateli, ale petenta
z kolejnym numerkiem do załatwienia. Oczywiście zdarzają się wyjątki jak od
każdej reguły i nawet na taki wczoraj się natknęłam - (na bardzo miłą Panią,
która rozwiała wszystkie moje wątpliwości i kompetentnie odpowiedziała na każde
moje zadane pytanie - jednak w kolejnych miejscach było już tylko gorzej), ale
ogólnie to nasze polskie urzędy - przepraszam - oceniam fatalnie. Idąc tam po
pomoc, informację lub załatwić sprawę formalną, nie chcę słyszeć, ani wiedzieć o
kluskach, pierogach i innych problemach z dostawą z cateringu oraz co kto
zamówił, a co nie dojechało, a wczoraj to wiedziałam doskonale, że zamiast 4
porcji klusek Pan dostarczył tylko 3 i co teraz?. Jako obywatel oczekuję od
nich rzetelnej pracy i udzielenia mi pomocy całą swoją wiedzą i kompetencją
jaką posiadają. Nie chcę słyszeć "nie wiem" - bo to marnuje mój czas
i pieniądze, nie po to jadę do państwowej instytucji, aby słyszeć takie właśnie
odpowiedzi. Jestem w tym myśleniu osamotniona czy wy też tak uważacie?
Większość rzeczy ze zdjęć do kupienia w Lemon Shop, piszcie:)
Ania

